poniedziałek, 21 listopada 2016

Renowacja schodów cz. 2 Jak odnowić stare schody?

  Szlifierka pył , pot i łzy, czyli jak zedrzeć ze schodów stary lakier i nie ześwirować, oraz o różnicach między glazurą, lazurą a lazurowym wybrzeżem.      


     Remont schodów trwa już wystarczająco długo, tak, że zdążył się u nas na stałe zadomowić. Zdążyliśmy do niego przywyknąć i traktujemy go jako naszą codzienność. Okazuje się bowiem,  że mając dzieci, firmę i kota, nawet  na nakładanie drugiej warstwy farby olejnej można czekać miesiącami. Jednak wszystkie te niedogodności i powolności remontowe rekompensuje widok oczyszczonego drewna. A nasze wciąż niedokończone schody zachwycają naszych znajomych już teraz.


ług surowe drewno stare schody sosna




 Jest taki filmik, zarówno na naszym firmowym Instagramie oraz blogowo - prywatnym koncie na którym  mój Kazio- lat dwa,  szlifuje schody.
Ach co za widok.
Poezja.
Z resztą, zobaczcie sami.


Maluszek  i zabawkowa szlifierka Boscha. Bosko. I jak on się tego nauczył?


Zdumiewające jak dzieci potrafią naśladować rodziców. Jak przez dwa tygodnie,taki dwulatek widzi mamę w pozycji na klęczkach, na schodach, gdzieś pomiędzy pyłem a szlifierką to są efekty.  Uczą  się i dzieci i mama i nawet schody zaczynają przypominać schody
Dzieci nauczyły się podczas wchodzenia do swojego pokoju,  lewitować nad schodami. ( haha marzenie) Mama nauczyła się na tym przykładzie, , że NIE MOŻNA szlifować z dziećmi w domu, w wakacje, bez sprzętu i pod wpływem natchnienia. Ale ponieważ pracę rozpoczęłam, musiał mnie mój mąż ratować. Kupił mi folię malarską, maseczkę, papiery do szlifowania i wyposażył we wszelkie potrzebne sprzęty. Łatwą część szlifowania zostawiał mi na czas przedpołudniowy, a sam popołudniami szlifował zakamarki, trudne miejsca i elementy, gdzie lakier nie miał serca odejść.
Pył mieliśmy wszędzie. W płucach, w ciuchach ,na meblach i na pościeli, lecz myślę, że było warto, bo pewnie nigdy nie znaleźlibyśmy czasu, kiedy nie byłoby dzieci w domu. Mogłam natomiast lepiej zabezpieczyć dom przed pyłem i kurzem. Zdecydowanie!
Schody szlifowałam papierem o uziarnieniu 40/60/80 aż do 100. Oprócz klasycznej okrągłej szlifierki mimośrodowej o średnicy 150mm ukradłam bratu cudowną szlifiereczkę trójkątną. Nie miała aż takiej mocy jak nasz Bosch, ale za to idealnie ratowała nas w rogach i zakamarkach.  Używałam tylu różnych gradacji papieru, żeby ślad po tarciu był jak najmniejszy , oraz żeby osiągnąć, i tak przez nikogo niedocenianą  gładkość. Bo wiadomo-  posiadanie męża stolarza do czegoś zobowiązuje. Ogólnie, można użyć grubego papieru jak np. 40 i potem spokojnie przeskoczyć do 80, albo gdy lakier ciężko schodzi użyć 40 potem 60 i na końcu 100. Większość pracy wykonaliśmy elektronarzędziami, ale bywały i takie miejsca, gdzie trzeba było szlifować stopnie ręcznie. I tą część pracy zleciłam oczywiście Piotrkowi. Podobno wspomina ją nie najlepiej :) By efekt był zadowalający trzeba było się sporo napracować.
Po szlifowaniu, nadeszła upragniona chwila – malowanie. Ale jak zrobić, by schody sosnowe miały w efekcie naturalny kolor, najlepiej lekko wpadający w biel i nie żółkły? Nasze doświadczenia z wszelkiego rodzaju bejcami i lakierami mówiły nam że to nie najlepszy pomysł. Postanowiliśmy je wiec w pierwszej kolejności załugować!
Co to właściwie jest ten ług i jak to się stosuje? Słyszałam o nim już nie raz, moja przyjaciółka próbowała ługować nim podłogę, ale efekt jakoś mnie wtedy nie przekonał. Pamiętam, że chciałyśmy  z Pauliną uzyskać białą skandynawską podłogę a dostałyśmy lekko pobielony parkiet jesionowy.Wtedy uznałam, że ługowanie nie ma sensu.  Dopiero , gdy znalazłam post Kasi z Piatego Pokoju ponownie się do ługu przekonałam. Zrozumiałam,że ług nie jest bejcą , ani tym bardziej białą farbą i że biała skandynawska podłoga nie powstanie tą metodą, powstanie natomiast coś piękniejszego :)  Bo ługowanie to bynajmniej nie jest malowanie na biało. Jest to pokrywanie drewna wodnistym roztworem będącym wyciągiem z różnych mydeł i środków wybielających drewno. Daje olśniewający efekt- szczególnie na sośnie. Drewno wygląda jak świeżo przeszlifowane, jest świetliste i bardzo ładne. No  i litrowe opakowanie kosztuje tylko 20 zł ! Polecamy ! My użyliśmy ługu Fluggera i nie zawiedliśmy się. Ale oczywiście w sieci znajdziecie również inne marki.  Co do Fluggera jesteśmy pewni, że daje rade.

ług olejowanie, lakierowanie, drewno, DIY, schody, renowacja
Flugger -polecamy !




Nie ma nic piękniejszego od surowego, załugowanego drewna sosnowego. Ług tak głęboko wsiąka w strukturę drewna, że tworzy cudowną mleczną powierzchnię i wyciąga słoje!
Najchętniej zostawiłabym schody tylko załugowane, jednak wiadomo- to schody i trzeba je czymś utrwalić i zabezpieczyć bo de facto stoją na drodze 4 moich synów. Więc nie będą miały lekko. O nie. Codziennie będą katowane. Zabawkami, buciorami, pupami i kolanami. Wiem co mówię. Dlatego też, musieliśmy użyć czegoś HARD.
Nie chcieliśmy użyć zwykłego mocnego i niezniszczalnego lakieru podłogowego, ponieważ nie znieślibyśmy tej „ plastikowej” powłoki,  oraz żółtego odcienia. Czas jednak uciekał a my wciąż nie mieliśmy pomysłu, czym zastąpić lakier –postanowiliśmy więc  pomalować jeden stopień  lakierem do parkietów. Wybraliśmy jakiś tani marketowy lakier- półmat, a efekt był tak okropny ze nawet nie mam zdjęcia. Schody świeciły się i wszelkie naturalne odcienie drewna znikły. Przy nakładaniu drugiej warstwy, od pędzla ( tani dziad z Castoramy) zaczęły odklejać się czarne włoski. A co najgorsze- zaczęliśmy próby na dolnym reprezentacyjnym stopniu, zamiast na górnym ostatnim, tuz pod progiem pokoju dzieci. To był  nasz dramat. 
Na pomoc przyszła nam jednak glazura którą Piotrek kilka dni wcześniej kładł na dębowe stoliki kawowe.. nie, nie obłożył dębu płytkami. Pomalował je lazurą, a dokładniej glazurą marki Fiddes ( szukałam i szukałam i wciąż nie wiem czy to jest dokładnie to samo czy też jednak są jakieś różnice) Jej zaletą jest to, że usyskujemy powłokę, która do złudzenia przypomina zaolejowane drewno , jest natomiast dużo trwalsza, twardsza i odporniejsza na zarysowania, zalania i inne uszkodzenia mechaniczne. Czyli jest idealna:)
super glazura lepsza od lakieru fiddes
fiddes- nasze odkrycie


My kupiliśmy lazurę ( a dokładniej glazurę, chociaż ja wole określenie lazura- mam miłe skojarzenia z plażą i lazurowym morzem, natomiast glazura kojarzy mi się jednoznacznie z jasnoróżową łazienką u cioci, która w latach 90 miała najpiękniejszą łazienkę w rodzinie- tak przynajmniej mówiła moja mama:))  u oficjalnego dystrybutora na stronie madrona.pl .i jesteśmy super zadowoleni. Jest bardzo wydajna i nam do schodów starczyło litrowe opakowanie. Na pewno ją jeszcze wykorzystamy do innych projektów, ponieważ efekt  po pomalowaniu, a raczej wcieraniu glazury szmatką, był rewelacyjny.  Powierzchnia jak nietknięta lakierem, a jednak zabezpieczona. I to miłe dla oka „ mienienie się” warstw i usłojenia. Poezja. No i twarde. Podobno można nawet podłogę tym malować. Tak obiecuje producent :) Jedyny minus to lekko miodowy kolor. Gdybyśmy wcześniej nie załugowali stopni, to glazura by je „podpaliła” i byłyby żółte. My w efekcie otrzymaliśmy jednak dokładnie to, o co nam chodziło 
 
.
 Na podstopnice wybraliśmy białą emalie olejną z marketu bodajże Śnieżki. Długo zastanawialiśmy się czy nie wybrać emalii akrylowej (czas schnięcia to ok. 30min i nie śmierdzi, więc cała renowacja poszła by dużo sprawniej i szybciej), ale względy wytrzymałościowe wzięły górę.

Ponieważ stopnie były już praktycznie wykończone, musiałam zabezpieczyć je przed ewentualnymi zabrudzeniami emalią olejną. Czyli musiałam  okleić je folią. Cóż- mistrzem oklejania schodów nie jestem i chyba nie będę, ale ma to swoje zalety- przed malowaniem drugiej warstwy Piotrek oświadczył, że jednak sam zabezpieczy schody, bo ja to zrobiłam jakis dramat :D
Po pomalowaniu podstopnic na biało- pierwszą warstwą efekt był już naprawdę niezły! A mam nadzieję, ze następnym razem pokażemy już olśniewający efekt końcowy :)
Obiecuję się tak nie rozpisywać:)






4 komentarze:

  1. super:) sosnowe łóżeczka naszych dzieci były takie piękne i zżółkły... Może kiedyś będę miała natchnienie i się nimi zajmę (o ile ług nadaje się do dziecięcych łóżeczek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jest dobry pomysł lug jest bezpieczny bo składa się głównie z mydła i innych substancji pochodzenia roślinnego( podobno) ;)))

      Usuń
  2. Nigdy nie słyszałam ani o ługu, ani o glazurze. Chcąc wybielić drewno, malowałam je zawsze rozcieńczoną białą farbą. Efekt u Citbie jest piekny! Dzięki za ten post!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kawał dobrej roboty! Schody faktycznie wyglądają pięknie :) A co do remontu, to chyba najgorsza rzecz, jaka nas może spotkać. Kilka lat temu moi rodzice zdecydowali się na zrobienie drugiej łazienki na piętrze i co to był za koszmar. Pył z docinanych płytek unosił się wszędzie, mimo, że pan pracował przy zamkniętych drzwiach. My aktualnie jesteśmy na etapie budowy domu, więc przynajmniej przez najbliższe lata remontu mieć nie będziemy, ale niestety nic nie jest wieczne.

    OdpowiedzUsuń